Program 500+ lajków

Pierwszy chrzest współczesnych niemowlaków ma miejsce w social media, gdzie spływają na nie liczne błogosławieństwa w postaci lajków. Kiedyś dawno, dawno temu malucha przynosiło się do świątyni, by wprowadzić go do lokalnej społeczności i przedstawić z imienia. Dziś zwyczaje się zmieniają. W świątyniach nie ma naszych „lokalnych” społeczności, bo się rozproszyły.

W Polsce inicjacja społeczna nowego dziecka odbywa się najczęściej na Facebooku. Na Instagramie pod tagiem #niemowle znajdziemy ponad 90 tysięcy fotek (z czego jednak spora część to reklamy niemowlęcych ciuszków i akcesoriów). Intuicja podpowiadająca młodym rodzicom, by dzielić się zdjęciem dziecka zaraz po jego urodzeniu, jest wciąż świeża. Nie każdy uzna ją za naturalną, ale społeczności nagradzają ją powszechnie i obficie. Pocznij, urodź, opublikuj i sprawdź. Będąc przeciętnym społecznościowym szaraczkiem możesz być pewien, że najwięcej serduszek, kciuków i uśmiechniętych buziek otrzymasz właśnie za podzielenie się zdjęciem swego nowego potomstwa. Tylko znajomi bez serca przewiną (heh, śmieszne – przewiną Twoje dziecko) dalej bez klikania.

…i tu wykluwa się idea. Ten nowy zwyczaj włączania niemowląt do społeczności poprzez internet  można wykorzystać w kampanii zmieniającej postawy wobec rodzicielstwa. Wystarczy unaocznić ludziom z jakim spotyka się ono uznaniem w sieci, najczęściej szczerym i bardzo emocjonalnym. Byłoby to bardziej trafne niż stawianie nam za wzór królików.

Bohaterem takiej pronatalnej kampanii mogłaby stać się np. Beyonce, której fotki w ciąży i z miesięcznymi bliźniętami Rumim i Carterem na rękach (na zdjęciu) zebrały odpowiednio ponad 11 i 10 milionów serduszek z całego świata (stan na listopad 2017). Są obecnie najbardziej popularnymi fotografiami na Instagramie a ilość oddanych im serduszek wciąż rośnie.  Można śmiało powiedzieć, że dzięki Beyonce macierzyństwo to hit numer 1 na Insta w tej chwili.

Czy Polskę z jej ujemnym przyrostem naturalnym stać na Beyonce w kampanii społecznej?

Zgaduję, że jej gaża stanowiłaby ułamek kosztów programu 500+.

Poza tym „bijons” rymuje się z „piniądz”, a to znak, że coś tu się może dobrze kalkulować. 😉

Ciekawe? Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *