Black Friday vs. slow shopping

Gdy mnie zapytają w obcym mieście, gdzie bym zjadł, najpewniej odpowiem „I really enjoy slow food” po czym dodam „with no meat”. Właśnie w tej kolejności. Przecież w niejednej restauracji przyjaznej mięsarianom serwują bardzo dobre wege dania. W Krakowie takim miejscem jest na przykład Zenit, gdzie w ostatnią niedzielę pożarłem pyszny wege bowl. Polecam.

Ale zupełnie inaczej rzecz ma się z zakupami. Tu na pierwszym miejscu jest szybkość. Marzę o tym, by wszystko zamawiać głosowo, natychmiast, nawet z oglądanego filmu, gdy na aktorze zauważę coś, czego szukam – „Alexa, jakie okulary ma Tony Stark? Zamów na jutro.”.

Tylko po co się tak spieszyć?

Już za tydzień Black Friday, święto ekspresowych decyzji zakupowych. Idealny pretekst, by z czystej przekory odkryć zalety slow shopping. 😉

Jeśli możesz na coś poczekać, to naprawdę tego potrzebujesz. Dając sobie więcej czasu na zastanowienie mądrzej wybierasz. Obawiam się, że żadne z tych zdań nie jest regułą. Co  jest zatem gwarantowaną nagrodą za slow shopping? Dokładnie to samo, co dostajemy od naszej zwierzęcej natury w gratisie za oczekiwanie na jedzenie w restauracji – większą przyjemność. Odraczając nagrodę dodajemy jej smaku a sobie samym fundujemy naturalną pigułkę energii i podekscytowania.

Black Friday to szybkie zużycie nawet kilkunastu okazji do bycia bardziej nakręconym i bardziej zadowolonym. Ba! Po wszystkim może być nam nawet żal.

Bądź hedonistą. Odraczaj sobie przyjemności.

Foto: Daniel Monteiro.

Ciekawe? Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *